Sekret Alchemika S?dziwoja - Страница 42

Изменить размер шрифта:

– Różnice wieku są niewielkie, trudno ocenić – uśmiechnąłem się.

– Nie wiem wprawdzie, jakie mają wykształcenie… ale nawet jeśli

historią sztuki interesują się tylko amatorsko, to nie szkodzi. Czasem

amator-hobbysta może znać daną epokę lepiej niż zawodowy historyk.

– Skoro miały własny antykwariacik, to musiały się choć trochę

orientować w cenach, rynku i innych detalach.

– Mogły wynajmować kogoś do pomocy – powiedział. – Jakiegoś emerytowanego fachowca. No, nieważne. Nieźle sobie poradziły z tym starym alchemicznym przepisem…

– Liznęły trochę chemii – uśmiechnąłem się. – Ale mnie ta dziedzina wiedzy też nie jest obca.

– A więc co właściwe nam pokazały? – Szef był wyraźnie zaciekawiony. – Jakoś pozłociły mój klucz…

– To bardzo proste – uśmiechnąłem się. – Byłbym w stanie powtórzyć ich doświadczenie. Faktycznie wygląda to trochę niesamowicie, ale łatwo da się wyjaśnić…

– Nie mędrkuj, tylko mów konkretnie – huknął.

– A więc bierzemy trochę chlorku złotawego. Jest on ładnego czerwonego koloru.

– W reakcji nie brało udziału żadne ciało zawierające chlor – zauważył.

– Więc to był siarczan, albo co bardziej prawdopodobne azotan złotawy. Vitrol to prawdopodobnie kwas siarkowy, a Azoth Mędrcow – jak pan zauważył – kwas azotowy. Te dwa kwasy zmieszane w odpowiednich proporcjach tworzą tak zwaną wodę królewską – substancję rozpuszczającą złoto. W ogromnej temperaturze i ciśnieniu panujących w jaju filozoficznym sole metali mogły skrystalizować.

– A wiec mamy azotan albo siarczan złota… I co dalej? Numer, który pokazywali Sędziwój i Seton?

– Dokładnie tak. Następnie rozpuszczamy go w wodzie albo jeszcze lepiej w czystym eterze lekarskim.

– Hmm.

– Następnie wrzucamy do środka metalowy przedmiot. Najlepiej przetrzeć go wcześniej kwasem aby usunąć z jego powierzchni tłuszcze, tlenki i inne zanieczyszczenia. Tak jak zrobiły to z pańskim kluczem.

– Rozumiem. A potem na drodze elektrolizy, używając klucza jako elektrody, doprowadzić do osiadania na nim drobinek złota?

– Nie, Szefie. Po co tak się męczyć. Wystarczy poczekać piętnaście minut aż eter wywietrzeje. Azotan po rozpuszczeniu rozpada się na jony, azot ulatuje wraz z eterem, a na powierzchni klucza osadza się gruba na milimetr albo i lepiej warstewka metalicznego złota i to próby 999.

– Czyli w ten sposób pozłociły mi klucz – uśmiechnął się. – Azotan

złota jest trujący?

– Obawiam się że tak, ale myślę, że raczej nic im się nie stanie. Dawka nie była duża. Raczej zaraz po naszym wyjściu ściął je z nóg eter. Parując w żołądkach…

– Przeżyją?…

– Oczywiście. W razie czego, gdyby zaobserwowały jakieś niepokojące objawy, zadzwonią po pogotowie. Mają przecież telefon w antykwariacie i chyba co najmniej jeden komórkowy. Poradzą sobie…

Zaparkowałem przed domem Szefa.

– Gdybyś mógł mi pomóc jeszcze z tym krzesłem – poprosił.

– Jasne.

Wyciągnąłem z wozu krzesło Storma kupione w Krakowie.

Pan Samochodzik ujął walizkę, a ja mebel i wdrapaliśmy się na piętro. Włożył klucz w drzwi. Spróbował przekręcić.

– Zaciął się – westchnął.

– Pewnie pokryły go zbyt grubą warstwą – zauważyłem. – Wezmę pilniczek i zeszlifuję trochę.

– Czekaj, chyba poszło…

Z wysiłkiem zaczął przekręcać i nieoczekiwanie klucz się złamał.

– A niech to! – zaklął. – Uczyli cię w Czerwonych Beretach otwierać zamki wytrychami?

– Nie tylko wytrychami – powiedziałem wesoło. – Zaraz skoczę do

samochodu po narzędzia i sforsujemy te drzwi. Trzeba tylko spróbować wydłubać ten ułamany koniec…

Wyjąłem z kieszeni cienkie cążki i złapawszy za trzpień wyciągnąłem go z trudem.

– Pewnie był pęcherzyk powietrza w odlewie i dlatego się złamał -

powiedziałem i szukając potwierdzenia zbliżyłem go do oka.

Złoto pokrywało klucz tylko po wierzchu, dość cienką warstwą. Głębiej metal był srebrzysty, tak jak powinno być kiepskie gatunkowo żelazo…

Оригинальный текст книги читать онлайн бесплатно в онлайн-библиотеке Knigger.com